Jak dla mnie tak:
- La Merced Barbacua (idealny smak - nie jest masakrycznie cierpka ale też w żadnym przypadku miałka, bardzo mocna i trzymała moc najdłużej ze wszystkich jakie
próbowałem) Nie dziwota iż mówi się, że to mercedes wśród yerb
- Tucangua (opakowanie brzydkie, ale liczy się wnętrze! Pochodzi z całkowicie ekologicznych upraw i czuć, że jest bardziej naturalna) Ma się też pewność, że nie dodali żadnej chemii. Piję ją, gdy nigdzie się nie spieszę i wtedy czuję się jak 'Pan' :P Ogólnie dość kontrastowa, bo wyróżnia się ‘zielenistą’ świeżością oraz subtelnym smakiem ale jednocześnie pobudza