Teraz tykwę pluczemy letnią wodą, ale nie ma potrzeby robić tego zbyt starannie:

... bo zaraz wkroczymy z łyżeczką i zaczniemy skrobać.
Tu wyjaśniam - zdjęć ze skrobania nie ma, bo do tej czynności trzeba użyć obu rąk, a jeszcze nie wychodzą mi zdjęcia aparatem trzymanym w zębach.
W każdym bądź razie powoli, starannie, miejsce przy miejscu czyścimy wnętrze tykwy, skrobiąc jej ścianki nie za słabo, ale jednak z wyczuciem; nie chodzi o to, aby przebić się na drugą stronę, a li i jedynie o usunięcie wszystkich (w miarę możności) resztek owocu.
W każdym bądź razie efekt końcowy wyglądac powinien mniej więcej tak:
