|
|
|
#1 (permalink) |
|
Senior Member
Spirit of ILEX
Zarejestrowany: Mar 2008
Skąd: Poznań
Postów: 976
|
Właśnie skończyłem "próbować" trzecią z "mercedesów", więc nieśmiało mogę powiedzieć, że jako takie zdanie o tej marce mam wyrobione. I tak się szczęśliwie złożyło, że moją przygodę zaczynałem od LM de Campo. Dlaczego szczęśliwie? Bo choć doskonała w smaku, to jednak, moim skromnym zdaniem, "najgorsza" ze wszystkich trzech. Przy czym tą "najgorszością" nie należy się zbytnio zniechęcać.
Moimi wrażeniami podzieliłem się w nagranych niedawno recenzjach audio, które pewnie niebawem ukażą się w sieci, więc tu spróbuję, sięgając do moich notatek, zrobić krótkie resume. A zatem na początek La Merced de Campo. Jedna z bardziej ekskluzywnych yerb (o czym świadczy chocby opakowanie), pochodząca z plantacji cieszącej się od bardzo wielu lat zasłużoną sławą. Choć w Argentynie yerba jest "chlebem powszednim", to są przecież też gatunki "niedzielne". La Merced de Campo to jest właśnie taka niezwykła, przepyszna, aromatyczna, odświętna mate, do celebrowania raczej niż codziennego picia. Specjalnie selekcjonowana, oryginalnie palona, pakowana w szczelne foliowe srebrne woreczki i dodatkowo w eleganckie kartoniki. Od pierwszego zalania wiadomo, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Aromat bardzo klasyczny, intensywny, przecudny i... dystyngowany. Smak równie klasyczny, ale jakby bardziej wyrafinowany, bardziej delikatny i mocniejszy jednocześnie, bardziej intensywny. W miesiąc z ogonkiem (wraz z Ukochaną Małżonką) skończyliśmy całą paczkę. Jako drugiej próbowałem LM Barbacua. Jest to mate wyborna, szlachetna, doskonała i wyjątkowa – nie sposób się jej oprzeć. Tajemnica tkwi w procesie jej powstawania, podczas którego wykorzystano doświadczenia pochodzące wprost od Indian Guarani, czyli odkrywców yerba mate. Liście są przez cały dzień wystawione na działanie ognia, pochodzącego ze spalania drewna lena. Ten powolny proces sprawia, że smak jest wyjątkowy i daje jej nazwę - „barbacua”, czyli „grillowana”. Paczka u mnie w domu poszła w niecały miesiąc. I jako trzecia - last but not least - LM de Monte. Można w niej wyczuć wyraźnie wszystko to, czego od dobrej yerba mate należy oczekiwać. Wspaniały aromat występuje już przy otwarciu opakowania, napar jest delikatny, ale daje energetycznego „kopa” jak się należy. Wojciech Cejrowski w swojej książce "Gringo wśród dzikich plemion" napisał, że yerba mate ma smak „wywaru z petów”. Raczej nie miał na myśli LM de Monte! Bo ona w smaku jest bardzo łagodna, o wyraźnie wyczuwalnych nutach „czystej” yerby. Czy to jest najlepsza yerba świata? To musicie rozstrzygnąć sami, pijąc ją i porównując z innymi. Ale dla mnie zdecydowanie jest to najsmaczniejsza mate, jaką piłem do tej pory. I zawsze mam na nią ochotę. Druga paczka (pierwsza "padła" w trzy tygodnie, bo podłączył się synek) czeka na Święta. |
|
|
|
|
|
#2 (permalink) | |
|
Super Moderator
Spirit of ILEX
Zarejestrowany: Jun 2007
Skąd: Otwock
Postów: 1806
|
Cytat:
Fajna recka...
__________________
Na każdego posta znajdzie się riposta.
|
|
|
|
|
|
|
#5 (permalink) | |
|
Senior Member
Spirit of ILEX
Zarejestrowany: Mar 2008
Skąd: Poznań
Postów: 976
|
Cytat:
Ale wydaje mi się, po moich doświadczeniach z tymi trzema rodzajami, że JAKIŚ La Merced zawsze w domu powinien być |
|
|
|
|
|
|
#8 (permalink) |
|
Senior Member
giga siorbak
Zarejestrowany: Nov 2007
Skąd: Brenna / Kraków
Postów: 151
|
LM Barbacua jest rzeczywiście świetna. Czuć taki wędzony posmak - idealna z kabanoskiem czy podobnym mięchem
__________________
Prawda jest kobietą, albowiem prawda to piękno, nie przystojność. To dobrze tłumaczy powiedzenie, że kłamstwo może cały świat oblecieć, zanim prawda włoży buty. Musi przecież zdecydować, którą parę włożyć – pomysł, że kobieta z taką pozycją miałaby tylko jedną, wykracza poza granice racjonalnej wiary. /T.Pratchett/ |
|
|
|
|
|
#9 (permalink) | |
|
Senior Member
Spirit of ILEX
Zarejestrowany: Mar 2008
Skąd: Poznań
Postów: 976
|
Cytat:
Ale właśnie popijam De Monte - to jest po prostu rewelacja! Tak bardzo "rewelacja", że dojrzewam do zakupu PS i srebrnej bombilli, żeby codziennie móc (albo raczej: musieć) siorbnąć. |
|
|
|
|