A podobno rozmiar nie ma znaczenia...

A tak trochę bardziej poważnie.
W pracy mam tykwę 200ml. Trzeba uważać, żeby zalanej yerby nie zostawiać na zbyt długo, bo faktycznie wystygnie, a wtedy niekoniecznie musi smakować.
W domu najczęściej piję z PS (jakieś 120ml). Przy zasypce 2/3 wody wchodzi na jakieś dwa, góra trzy łyki, ale biorąc pod uwagę warunki, to w zupełności wystarcza.
Ale od czasu do czasu, szczególnie wtedy, gdy można sobie spokojnie zasiąść w jakimś fotelu na jakąś godzinkę; kiedy nikt nie przeszkadza, nie narzeka, nie jęczy i nie trzeba zajmować się niczym innym; wtedy luuuubię sobie przygotować yerbkę w porongo. Choć też nie jest jakieś szczególnie wielkie, ot 350ml. Przetestowałem to również w pracy, ale niestety, jeżeli zalania nie można wypić "na raz" (czyli przerwy pomiędzy łykami nie wynoszą kilku czy kulkunastu nawet minut), to znowu pojawia się problem "wystygniętej" yerby.
Tak więc u mnie wszystko zależy gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach.