Łoo, to co pokazałeś w linku, to jakiś wstrętny kubeczek reklamowy a nie naczynko do picia yerby. No dobra, mogłoby być awaryjnym rozwiązaniem w przypadku braku czegokolwiek. Zwykła tykwa nie potrzebuje zbyt wiele zabiegów - wypijasz, mokrz wyrzucasz, opłukujesz i już. Na drugie picie wsypujesz zalewasz wypijasz mokrz wyrzucasz, opłukujesz i już. Profilaktycznie od czasu do czasu wyschniętą tykwe wyparzasz, po czym znów wsypujesz, zalewasz, wypijasz... Nawet jeśli zostawisz w tykwie niedopity susz, na drugi dzień też się nic nie stanie.

Jedyną skomplikowaną kwestią jest currado a to właściwie przyjemność, bo można się nacieszyć nową zabawką