Wrrr... Trzy tygodnie temu obiłem zakupy na potrzeby YMACiKa, a ponieważ w YM, to wziąłem też moją ulubioną yerbę, Palermo, która jest tylko tu. Ponad dwa tygodnie stała na biurku przed moim nosem, czekając aż badania się skończą i będę mógł się nią uraczyć. Dziś wróciłem z roboty, pożarłem obiad i zasiadłem do napawania się.
Zapomniałem dolać zimnej wody do termosu, więc poszło 90 st. albo i lepiej. Teraz mam w tykwie coś oleistego, śmierdzącego rybą, tranem i zepsutym olejem, kwaśnego i drapiącego w gardło. Tyle czekania i dupa. Już nawet mi się nie chce zrobić drugi raz. Idę sprawdzić, czy da się tym nasmarować zawiasy w drzwiach żeby nie skrzypiały. Tfu, psia mać.
|