|
Senior Member
Spirit of ILEX
Zarejestrowany: Nov 2008
Skąd: Strzelce Krajeńskie
Postów: 504
|
Chciałem z góry przeprosić wszystkich, ale pomyślałem sobie, że skoro ładnie proszą o publikowanie tekstów na forum, to se coś skrobnę i opublikuję.
Tym bardziej, że przecież nie musicie tego czytać  Niedawno sam chciałem się dowiedzieć, jak i dlaczego ludzie zaczynają pić yerba mate, więc czuję się w obowiązku coś w ramach niniejszego konkursu zamieścić.
To powyżej, to tylko taki wstęp, to poniżej, to już na temat
Nie wiem, czy to tylko moja przypadłość, ale czasami zdarza mi się coś dziwnego. Nagle „coś mnie trafia”. Taki grom z jasnego nieba. Czasami kończył się niezbyt wesoło, czasami był dość kosztowny. Tym jednak razem... Ale zacznijmy od początku.
Dawno, dawno temu, siedząc przed telewizorem i szukając czegoś do pooglądania (czyli przeskakując z kanału na kanał, ale muszę tak robić bo nie kupuję nigdy programu telewizyjnego), trafiłem na jakiś program, w którym pojawił się Wojciech Cejrowski, trzymający w jednym ręku jakiś dzbaneczek z wystającą rurką, w drugim termos. Zachowywał się dość dziwnie, to znaczy co chwila dolewał czegoś z termosu do dzbanka, po czym wciągał to w siebie przez rurkę. Ponieważ jednak jakoś za panem C. nigdy nie przepadałem, przeskoczyłem sobie dalej. Tak wyglądało moje pierwsze zetknięcie się z Yerba Mate. Zupełnie wirtualne, krótkotrwałe i szybko zapomniane.
Cejrowski, ze swoim termosem pojawiał się w moim telewizorze jeszcze nie raz, ale nigdy nie robił jakiegoś większego wrażenia. Może gdyby był kobietą???
Lata mijały, a ja piłem sobie kawę za kawą. Trochę dlatego, że herbata jakoś mi się znudziła, a trochę dlatego, że jakieś to takie inne było. „Nie pijam herbaty” brzmiało tak... ekstrawagancko (?)
W końcu przyszedł ten dzień (ten od „trafienia”). Żaden nadzwyczajny. Normalna sobota, późne wstawanie, jakieś takie poranne rozleniwienie, a później wyprawa do centrum handlowego (zbliżały się urodziny córek, więc trzeba było zrobić rekonesans). Po pewnym czasie zwiedzania, jedynym moim marzeniem było już tylko to, żeby znaleźć się w samochodzie zmierzającym w kierunku domu (mężczyźni zapewne mnie zrozumieją). Ale nie... Na zakończenie musieliśmy jeszcze odwiedzić sklep z herbatami i kawami, żeby moja małżonka mogła sobie kawę o smaku waniliowym zakupić. Żona sobie wybierała kawę, a ja rozglądałem się po półkach. Na jednej z nich, w kąciku, nie rzucając się w oczy, stały sobie... tykwy. Popatrzyłem, pomyślałem, a potem wsiedliśmy w końcu do samochodu...
Nie wiem dlaczego, ale ten sobotni wieczór, a i spory kawałek niedzieli, spędziłem przy komputerze, przeglądając wyniki wyszukiwania googl’a dla zapytania „yerba mate”. Przeglądałem, czytałem, myślałem, a w poniedziałek zamówiłem sobie pierwszy, „próbny” zestaw: PS w skórze i pół kilo Pajarito. Zadowolony z siebie, czekając na przesyłkę, zabrałem się za czytanie forum. Nie pamiętam, po którym poście mówiącym o tym, że na początek jest dobre wszystko, tylko nie Pajarito, zacząłem się zastanawiać, jak wytłumaczę żonie, dlaczego bez sensu wydałem pieniądze na coś, czego nie mogę przełknąć.
W końcu przyszło! Wiedzę teoretyczną już posiadałem, przeszedłem więc do czynów. Zasypałem, zalałem, zaczekałem chwilę i wciągnąłem swój pierwszy łyk. Cóż... Powiem tylko, że moje uczucia były mieszane. Tyle tylko, że pieniądze zostały już wydane, więc wiedziałem, że dla własnego poczucia godności i honoru, muszę te pół kilo yerby wysiorbać. Tak więc dolałem kolejną porcję wody, potem kolejną i jeszcze jedną. Zanim ta pierwsza porcja suszu straciła smak, wiedziałem już, że to jednak jest to.
W taki oto sposób, przez przypadkową wizytę w sklepiku herbaciano-kawowym, zostałem „siorbakiem”. Tak jakoś nagle... Żona przez kilka dni przyglądała mi się, czy aby wszystko ze mną w porządku. Bo przez lata tylko kawa, żadnej herbaty, aż tu nagle yerba, na dodatek z zawartością jakichś witamin, mikroelementów i innych zdrowych rzeczy (jakoś nigdy zdrowy tryb życia nie był dla mnie priorytetem). No i chyba po raz pierwszy w życiu wlewam w siebie tyle płynu dziennie ile mądrzy ludzie doradzają.
Aha, jeszcze jedno. Od przełknięcia pierwszego łyku yerby nie wypiłem ani kropli kawy! To jest niesamowity wyczyn dla faceta, który przez lata wypijał minimum cztery czarne i gorzkie kawy dziennie! Trochę szkoda, że nie ma takiego przełożenia na papierosy, ale cóż – jakiś nałóg mężczyzna mieć musi...
I już. Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu, to szczerze gratuluję. Mi nie udało się przeczytać całości
|