Aby przeprowadzić etap pierwszy currado, czyli zalanie, przygotowujemy dwie rzeczy; yerbę oraz jakiś alkohol.

U mnie pierwszą rolę pełnić będzie w tym przypadku Nobleza, rolę drugą - Tinctura absinthi.
Generalnie nie jestem zwolennikiem używania już parzonych fusów do przeprowadzania currado. Według mnie istnieje możliwość przeniesienia do tykwy bakterii i pleśni; niektórzy zalecają zbieranie fusów przez kilka dni (bo przecież trzeba uzbierać prawie pełną tykwę), co może być i kłopotliwe, i niebezpieczne.
Znacznie lepiej użyć "świeżej" yerby, bo to jest prostsze, praktyczniejsze i bezpieczniejsze. Owszem, nieco dobrej YM idzie "na zmarnowanie", ale przecież currado robimy tylko raz, więc według mnie nie warto oszczędzać na tym procesie (zaznaczam, że jestem z Poznania...).
Co do absyntu - oprócz alkoholu, który zawiera w ilościach oszałamiających, ma też dwie dodatkowe zalety; roztwór ten ma silne właściwości bakteriobójcze i jest... cudownie gorzki i wspaniale ziołowy. Od razu uprzedzam - do pitej potem w naczyniu yerby nie przedostają się żadne halucynogenne substancje (wiem, może i szkoda, ale yerba sama w sobie mnie akurat wystarcza).
Tak więc na początek tykwę zasypuję suszem w ilości około połowy naczynka:
