Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy!
Zakładam, że większość z Was jest już co najmniej po pierwszym "własnoręcznie" wykonanym currado. Ale jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, jak można ten zabieg przeprowadzić, zapraszam do lektury.
UWAGA! Z przyczyn technicznych mogę zamieszczać tylko dwa zdjęcia w jednym poście, więc proszę o wyrozumiałość. Sprawa ta została skonsultowana z Administracją i jak na razie nie znaleźliśmy wspólnie sposobu na obejście problemu.
I jeszcze jedno, żeby nie było żadnych nieporozumień; nie sugeruję nikomu, jak ma wykonać "swoje" currado; staram się po prostu w miarę dokładnie opisać, jak ja robię swoje. Przy okazji zaznaczam, że to już moje siódme...
Celem currado jest przygotowanie tykwy do użycia poprzez pozbycie się z jej wnętrza resztek wszelakiego typu (przede wszystkim - pozostałości po miąższu owocu), oraz przygotowanie ścianek poprzez powolną impregnację.
Zwłaszcza ten pierwszy cel jest ważny; miąższ owocu ma silne właściwości przeczyszczające (nie chciejcie, żebym Wam opisywal moje doświadczenia po pierwszym, niestarannym currado, ale miło nie było...).
Oto zdjęcie naczynka, które zaraz stanie się bohaterem mojej opowieści (model "misterio"):

Nie wiem, czy będzie dobrze widać wnętrze, ale w tykwie zazwyczaj znajdujemy resztki owocu i trochę pestek. Pestki zbieramy skrzętnie do ewentualnego wysiania na wiosnę, albo wyrzucamy w nadziei, że wysieją się same.
Wnętrze tykwy przed zabiegiem wygląda tak:
