Znów chciałem skrobnąć o całej rodzince, tym razem wybór padł na Taraqui, ale okazało się, że oprócz "klasycznej" piłem tylko jedną, czy właśnie tytułową. Dlatego napiszę o niej tylko...
No, bo przecież wszyscy wiedzą (albo przynajmniej mają taką nadzieję) że yerba mate jest zdrowa. Wielu uważa również, że zdrowe są zioła, więc siłą rzeczy z połączenia tych dwóch składników powinno wyjść coś arcy-zdrowego.
Według mnie mate ziołowe - to jest całkiem osobny rozdział. A pierwszy punkt tego rozdziału – to TARAGUI z aromatycznymi ziołami, czyli „hierbas del litoral”. W jej składzie, oprócz ostrokrzewu paragwajskiego oczywiście, czyli samej yerba mate, są kwiaty marceli, cedron, werbena i zioła carquei. Marcela ma wspaniałe właściwości bakteriobójcze, a zioła carquei – to naturalny przeciw ulteniacz, który jednocześnie ma działanie relaksujące, a także poprawia przemianę materii i reguluje trawienie.
Charakterystyczny, cierpki i kwaskowaty smak, wspaniały aromat ziół, dość znaczna moc – to najkrótszy opis tej królowej wśród ziołowych mate. Tradycyjnie palona, z dodatkami, wprost stworzona do terere.
Próbowałem w lecie na zimno, teraz pijam na ciepło; z lodem i odrobiną cytryny chłodzi, gasi pragnienie i daje wytchnienie, a z ciepłą wodą pozwala przetrawić każdą ilość zjedzonego posiłku, szczególnie bogatego w mięso.